sobota, 14 stycznia 2012

jestem więźniem własnych kompleksów

  Dochodzę do krytycznego momentu. Moje ciało jest dla mnie pułapką, więzieniem. Uzależniam od niego całe moje samopoczucie. Od niego zależne są nawet moje kontakty ze społeczeństwem. Czuję się źle ze sobą, nie lubię siebie. Nie jestem brzydka. Jestem po prostu gruba. Muszę to zmienić, ale ilekroć nie próbuję.. łamię się. I wpadam w szał, nie mogę skończyć jeść, obżerać się. A później, kiedy już się przejem, chce mi się ryczeć. Jestem gruba. Czas się zebrać.
  Nie chcę akceptować swojego wyglądu. Chcę go zmienić. Chcę być ładna.

niedziela, 1 stycznia 2012

2012

  Nowy rok. Nowe plany. Nowe nadzieje. Nowe doświadczenia. Nowe ambicje. Nowe porażki. Nowe sukcesy..
  Wśród miliona moich pięknych postanowień jest też bardzo wiele motywacji. Dokonam wsBzystkiego co postawię sobie za cel.
Schudnę.
Będę dalej utrzymywać dobry poziom nauki.
Będę trenować, nie ma obijania się.
Uporządkuje całe swoje życie.
Będę szczęśliwa.
Schudnę.

czwartek, 29 grudnia 2011

sobowtór

Dlaczego? Dlaczego mi to robisz? Minęły już jebane dwa lata, dwa lata.. Nie widziałyśmy się od roku. Ukradłaś mi przyjaciół. Ukradłaś zainteresowania. Ukradłaś muzykę. Ukradłaś charakter. Ukradłaś wygląd. Boję się teraz. Boję się o to wszystko co udało mi się stworzyć od czasu, kiedy udało nam się rozłączyć. Ciekawe czy wiesz, jakim wrakiem teraz jestem? Jak bardzo teraz izoluję wszystko co moje. Jak kryję wszystko przed ludźmi. Jesteś na tyle zepsuta, że jesteś w stanie zmanipulować ludzi tak, żeby wyglądało, jakbym to ja miała schizy. Ale ze mną wszystko w porządku. Widzę, co właśnie robisz. Wiem, że patrzy na to więcej osób, ale tylko ja widzę tę podszytą, sama nie wiem, nienawiść?

niedziela, 25 grudnia 2011

Nikt nie lubi ludzi słabych. Każdego denerwuje użalanie się nad sobą, bo każdy ma własne problemy, nie ma osób, które nie miałyby powodów do marudzenia. Życie dostarcza nam wielu zmartwień, ale też wiele radości. Trzeba być twardym, nie okazywać słabości. Nie można okazywać strachu, bólu, smutku. Trzeba być silnym. Wziąć się w garść. Tego uczy życie. Każdemu z nas daje swojego rodzaju [tutaj, chociaż nie mam w zwyczaju, użyję bardzo kolokwialnego, ale chyba najbardziej dosadnego sformułowania] kopa w dupę, tak na start. Teraz pozostaje wybór: czy z tego powodu powinno się zachowywać jak nieporadne gówno, które nie potrafi zająć się swoim własnym losem, widzi co jest nie tak, wie co musi robić, ale nie może się zebrać, czy może jednak stawi czoła wszelkim niedoskonałością i stanie się kimś silnym, kimś kto potrafi władać własnym życiem, nic poza nim samym nie może wpływać na jego samopoczucie i hmm.. życie?
Mi zdecydowanie odpowiada opcja nr 2.
BĘDĘ TWARDA, BĘDĘ TWARDSZA NIŻ KAŻDY INNY. WSZYSTKIE SWOJE NIEDOSKONAŁOŚCI NADROBIĘ SIŁĄ, NIEUGIĘTOŚCIĄ.
JESTEM TWARDA, JESTEM TWARDSZA NIŻ KAŻDY INNY, WSZYSTKIE SWOJE NIEDOSKONAŁOŚCI NADRABIAM SIŁĄ, NIEUGIĘTOŚCIĄ.

czwartek, 22 grudnia 2011

gorsza

"Czy będziesz taka jak Twoja siostra?" nie, kurwa, nie będę. Jestem sobą, nie nią. To nie moja wina, że urodziłam się brzydsza. Nigdy nie miałam wyboru. Jestem gorsza. Dlaczego życie jest niesprawiedliwe, dlaczego ona jest lepsza? To nie jest mój wymysł, ludzie też to widzą.. Czemu tak musi być? Czemu urodziłam się gorsza? Kocham ją i nienawidzę jednocześnie, to chore. Kocham ją, jako siostrę. Nienawidzę tego, że nie ważne ile ona ma wad, ja zawsze muszę żyć w jej cieniu. Pierdolcie się wszyscy. Nie chcę być sobą.

piątek, 16 grudnia 2011

tarzam się w bagnie

  To okropne, jak bardzo ludzie potrafią być ograniczeni. Społeczeństwo ustanawia pewne kanony zachowań akceptowanych i ściśle musimy się ich trzymać, nawet jeżeli zaprzeczamy samym sobie. Ludzie nie są w stanie myśleć samodzielnie i oceniać co według ich prywatnej opinii jest dobre lub złe, białe lub czarne. Nieważne jak wiele kolorów jeszcze istnieje. Jak różnie możemy je postrzegać.
  Ludzie zmieniają się na siłę, żeby przypasować się innym. Łamiąc te kanony jesteśmy przygotowani na pełny brak akceptacji ze strony większości, ale wydawałoby się, że mimo to są ludzie - przyjaciele - którzy są w stanie to zaakceptować. Wydawałoby się. Niestety tak nie jest. Czuję się trochę, jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody, albo przyłożył mi w twarz. To takie nieprzyjemne uczucie, bo za każdym razem, kiedy już myślę, że jestem szczęśliwa, okazuję się jak bardzo samotna w moim małym światku jestem. Czy ja pokładam za dużą wiarę w ludzi?
  Ostatnio doszłam do takiego wniosku, że gdzieś tam wewnątrz mnie mała Kamila błaga, by ktoś ją wyciągnął z tego bagna. Za każdym razem, kiedy już wydawałoby się, że ktoś wyciąga do niej dłoń, w pewnym momencie puszcza ją z impetem i Kamila po raz kolejny tam wpada. Teraz za każdym razem ma coraz mniej zaufania do ludzi, coraz trudniej jest jej uwierzyć, że ktokolwiek ma dobre intencje.

  Tydzień brutalnej prawdy, nie mam przyjaciół? Nie traktują mnie jak przyjaciela?
Tylko czy to nie przypadkiem przeze mnie, przez to, że za wszelką cenę nie chcę, żeby wiedzieli, jak bardzo się do nich przywiązałam? Żeby w momencie w którym mnie 'rzucą' nie wiedzieli jak bardzo mnie zranili? Może jednak nie planują tego zrobić? Czy takim brakiem zaufania nie krzywdzę siebie jeszcze bardziej?

wtorek, 13 grudnia 2011

wprowadzamy zmiany

  Najwyższy czas zebrać się do kupy, zmienić tryb życia. Wyeliminować spanie za dnia, ogólnie rzecz biorąc wyregulować zegar biologiczny. Zacząć się uczyć. Zacząć znowu chodzić na treningi. Zacząć robić codziennie ćwiczenia. Zacząć się odchudzać. Kamila, koniec opierdalania się! Czas zmienić siebie.