czwartek, 29 grudnia 2011
sobowtór
Dlaczego? Dlaczego mi to robisz? Minęły już jebane dwa lata, dwa lata.. Nie widziałyśmy się od roku. Ukradłaś mi przyjaciół. Ukradłaś zainteresowania. Ukradłaś muzykę. Ukradłaś charakter. Ukradłaś wygląd. Boję się teraz. Boję się o to wszystko co udało mi się stworzyć od czasu, kiedy udało nam się rozłączyć. Ciekawe czy wiesz, jakim wrakiem teraz jestem? Jak bardzo teraz izoluję wszystko co moje. Jak kryję wszystko przed ludźmi. Jesteś na tyle zepsuta, że jesteś w stanie zmanipulować ludzi tak, żeby wyglądało, jakbym to ja miała schizy. Ale ze mną wszystko w porządku. Widzę, co właśnie robisz. Wiem, że patrzy na to więcej osób, ale tylko ja widzę tę podszytą, sama nie wiem, nienawiść?
niedziela, 25 grudnia 2011
Nikt nie lubi ludzi słabych. Każdego denerwuje użalanie się nad sobą, bo każdy ma własne problemy, nie ma osób, które nie miałyby powodów do marudzenia. Życie dostarcza nam wielu zmartwień, ale też wiele radości. Trzeba być twardym, nie okazywać słabości. Nie można okazywać strachu, bólu, smutku. Trzeba być silnym. Wziąć się w garść. Tego uczy życie. Każdemu z nas daje swojego rodzaju [tutaj, chociaż nie mam w zwyczaju, użyję bardzo kolokwialnego, ale chyba najbardziej dosadnego sformułowania] kopa w dupę, tak na start. Teraz pozostaje wybór: czy z tego powodu powinno się zachowywać jak nieporadne gówno, które nie potrafi zająć się swoim własnym losem, widzi co jest nie tak, wie co musi robić, ale nie może się zebrać, czy może jednak stawi czoła wszelkim niedoskonałością i stanie się kimś silnym, kimś kto potrafi władać własnym życiem, nic poza nim samym nie może wpływać na jego samopoczucie i hmm.. życie?
Mi zdecydowanie odpowiada opcja nr 2.
BĘDĘ TWARDA, BĘDĘ TWARDSZA NIŻ KAŻDY INNY. WSZYSTKIE SWOJE NIEDOSKONAŁOŚCI NADROBIĘ SIŁĄ, NIEUGIĘTOŚCIĄ.
JESTEM TWARDA, JESTEM TWARDSZA NIŻ KAŻDY INNY, WSZYSTKIE SWOJE NIEDOSKONAŁOŚCI NADRABIAM SIŁĄ, NIEUGIĘTOŚCIĄ.
Mi zdecydowanie odpowiada opcja nr 2.
BĘDĘ TWARDA, BĘDĘ TWARDSZA NIŻ KAŻDY INNY. WSZYSTKIE SWOJE NIEDOSKONAŁOŚCI NADROBIĘ SIŁĄ, NIEUGIĘTOŚCIĄ.
JESTEM TWARDA, JESTEM TWARDSZA NIŻ KAŻDY INNY, WSZYSTKIE SWOJE NIEDOSKONAŁOŚCI NADRABIAM SIŁĄ, NIEUGIĘTOŚCIĄ.
czwartek, 22 grudnia 2011
gorsza
"Czy będziesz taka jak Twoja siostra?" nie, kurwa, nie będę. Jestem sobą, nie nią. To nie moja wina, że urodziłam się brzydsza. Nigdy nie miałam wyboru. Jestem gorsza. Dlaczego życie jest niesprawiedliwe, dlaczego ona jest lepsza? To nie jest mój wymysł, ludzie też to widzą.. Czemu tak musi być? Czemu urodziłam się gorsza? Kocham ją i nienawidzę jednocześnie, to chore. Kocham ją, jako siostrę. Nienawidzę tego, że nie ważne ile ona ma wad, ja zawsze muszę żyć w jej cieniu. Pierdolcie się wszyscy. Nie chcę być sobą.
piątek, 16 grudnia 2011
tarzam się w bagnie
To okropne, jak bardzo ludzie potrafią być ograniczeni. Społeczeństwo ustanawia pewne kanony zachowań akceptowanych i ściśle musimy się ich trzymać, nawet jeżeli zaprzeczamy samym sobie. Ludzie nie są w stanie myśleć samodzielnie i oceniać co według ich prywatnej opinii jest dobre lub złe, białe lub czarne. Nieważne jak wiele kolorów jeszcze istnieje. Jak różnie możemy je postrzegać.
Ludzie zmieniają się na siłę, żeby przypasować się innym. Łamiąc te kanony jesteśmy przygotowani na pełny brak akceptacji ze strony większości, ale wydawałoby się, że mimo to są ludzie - przyjaciele - którzy są w stanie to zaakceptować. Wydawałoby się. Niestety tak nie jest. Czuję się trochę, jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody, albo przyłożył mi w twarz. To takie nieprzyjemne uczucie, bo za każdym razem, kiedy już myślę, że jestem szczęśliwa, okazuję się jak bardzo samotna w moim małym światku jestem. Czy ja pokładam za dużą wiarę w ludzi?
Ostatnio doszłam do takiego wniosku, że gdzieś tam wewnątrz mnie mała Kamila błaga, by ktoś ją wyciągnął z tego bagna. Za każdym razem, kiedy już wydawałoby się, że ktoś wyciąga do niej dłoń, w pewnym momencie puszcza ją z impetem i Kamila po raz kolejny tam wpada. Teraz za każdym razem ma coraz mniej zaufania do ludzi, coraz trudniej jest jej uwierzyć, że ktokolwiek ma dobre intencje.
Tydzień brutalnej prawdy, nie mam przyjaciół? Nie traktują mnie jak przyjaciela?
Tylko czy to nie przypadkiem przeze mnie, przez to, że za wszelką cenę nie chcę, żeby wiedzieli, jak bardzo się do nich przywiązałam? Żeby w momencie w którym mnie 'rzucą' nie wiedzieli jak bardzo mnie zranili? Może jednak nie planują tego zrobić? Czy takim brakiem zaufania nie krzywdzę siebie jeszcze bardziej?
Ludzie zmieniają się na siłę, żeby przypasować się innym. Łamiąc te kanony jesteśmy przygotowani na pełny brak akceptacji ze strony większości, ale wydawałoby się, że mimo to są ludzie - przyjaciele - którzy są w stanie to zaakceptować. Wydawałoby się. Niestety tak nie jest. Czuję się trochę, jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody, albo przyłożył mi w twarz. To takie nieprzyjemne uczucie, bo za każdym razem, kiedy już myślę, że jestem szczęśliwa, okazuję się jak bardzo samotna w moim małym światku jestem. Czy ja pokładam za dużą wiarę w ludzi?
Ostatnio doszłam do takiego wniosku, że gdzieś tam wewnątrz mnie mała Kamila błaga, by ktoś ją wyciągnął z tego bagna. Za każdym razem, kiedy już wydawałoby się, że ktoś wyciąga do niej dłoń, w pewnym momencie puszcza ją z impetem i Kamila po raz kolejny tam wpada. Teraz za każdym razem ma coraz mniej zaufania do ludzi, coraz trudniej jest jej uwierzyć, że ktokolwiek ma dobre intencje.
Tydzień brutalnej prawdy, nie mam przyjaciół? Nie traktują mnie jak przyjaciela?
Tylko czy to nie przypadkiem przeze mnie, przez to, że za wszelką cenę nie chcę, żeby wiedzieli, jak bardzo się do nich przywiązałam? Żeby w momencie w którym mnie 'rzucą' nie wiedzieli jak bardzo mnie zranili? Może jednak nie planują tego zrobić? Czy takim brakiem zaufania nie krzywdzę siebie jeszcze bardziej?
wtorek, 13 grudnia 2011
wprowadzamy zmiany
Najwyższy czas zebrać się do kupy, zmienić tryb życia. Wyeliminować spanie za dnia, ogólnie rzecz biorąc wyregulować zegar biologiczny. Zacząć się uczyć. Zacząć znowu chodzić na treningi. Zacząć robić codziennie ćwiczenia. Zacząć się odchudzać. Kamila, koniec opierdalania się! Czas zmienić siebie.
sobota, 10 grudnia 2011
postanowienia?
To jeden z tych dni, kiedy na nic nie mam ochoty. Oczywiście paradoksalnie wszyscy nagle oferują mi wielkie imprezy i w zasadzie nie ma minuty, żeby mój telefon nie dzwonił. Trochę mi przykro. Chociaż jaki sens miałaby moja obecność, jeżeli i tak odzywałabym się do nikogo i prawdopodobnie psuła każdemu zabawę? Pewnie moi przyjaciele znowu są wściekli. Przepraszam. Chociaż nigdy tego nie przeczytacie.
Mam wrażenie, że utożsamiam wszystkie swoje problemy ze swoimi kompleksami. Tak naprawdę nie potrafię zaakceptować siebie i wiem, że inni też nie są w stanie, ponieważ odrzuca ich mój wygląd. To bzdura. Bzdura, której nie potrafię i nie chcę z siebie wyrzucić. Wiem, że jeżeli nie jestem w stanie tego zaakceptować, to muszę to ZMIENIĆ. Więc w czym dalej problem? CZAS SIĘ ZA SIEBIE WZIĄĆ!
Mam wrażenie, że utożsamiam wszystkie swoje problemy ze swoimi kompleksami. Tak naprawdę nie potrafię zaakceptować siebie i wiem, że inni też nie są w stanie, ponieważ odrzuca ich mój wygląd. To bzdura. Bzdura, której nie potrafię i nie chcę z siebie wyrzucić. Wiem, że jeżeli nie jestem w stanie tego zaakceptować, to muszę to ZMIENIĆ. Więc w czym dalej problem? CZAS SIĘ ZA SIEBIE WZIĄĆ!
poniedziałek, 5 grudnia 2011
religijność?
Na pewno każdy zastanawiał się kiedyś nad swoją wiarą. W pewnym wieku przestajemy być zalezni od poglądów rodziców, choć z pewnością mają one na nas duży wpływ, a sami jesteśmy w stanie podjąć decyzję: 'w co wierzymy?'. Tylko wydaje mi się, że jest to sprawa tak skomplikowana, że nigdy nie jesteśmy do końca pewni, czy nasz wybór jest słuszny i zgodny z prawdą. Do tej pory miałam własne wyobrażenie świata niematerialnego, zupełnie nie powiązane z żadną religią, ale dziś, wszystko co do tej pory ułożyłam w jedną, logiczną całość, legło w gruzach. Jedna sprawa się co prawda nie zmienia: wierzę w istnienie jakiegoś Boga i wierzę w 'duszę' człowieka. Tylko jak wspomniałam - Bóg w moich wyobrażeniach nie miał praktycznie nic wspólnego z chrześcijańskim Bogiem. Wcześniej. Bo teraz stoję na rozdrożu. Może w najbliższych dniach udam się do kościoła i porozmawiam z jakimś księdzem? Chciałabym kiedyś spotkać się w gronie ludzi o różnych wyznaniach i posłuchać ich wypowiedzi. Żałuję, że w naszym kraju, mimo wolności religijnej, ciężko spotkać kogoś o innym wyznaniu.
niedziela, 27 listopada 2011
kompleksy?
Mam jeden dość poważny kompleks. Waga. Już kiedyś miałam z tym duże problemy - schudłam bardzo dużo, ale kosztem zdrowia. Od tego czasu już wróciłam do normalnej wagi, a nawet utyłam więcej. Piję dość dużo alkoholu i jestem uzależniona od słodyczy. Nie mam słabego charakteru, zazwyczaj kiedy powiem sobie 'dość' to nic mnie nie złamie. Nie wiem czemu teraz jestem taką rozlazłą kluchą, ale czas to zmienić.
Czytając jeden z magazynów psychologicznych, natknęłam się na dość ciekawy artykuł, w którym napisali, że aby odnaleźć motywację, warto wypisać wszystkie minusy swojej wagi:
-źle się czuję ze swoim ciałem, nie lubię go
-jestem mniej pewna w towarzystwie
-czuję się nieatrakcyjna
-krępuje mnie dotyk, przytulanie, rozbieranie się przy kimś
-moja figura nie pasuje do mojego charakteru
-źle wyglądam w większości ubrań
-mam dużo za małych ciuchów z okresu kiedy byłam chuda
-bardziej się pocę
-jestem powolniejsza, gorzej radzę sobie ze sportem, który trenuję
-mieszkam kawałek od morza, ale nie chodzę na plażę, bo nie ubiorę stroju kąpielowego
-często łapią mnie "doły"
-nie mogę zrobić sobie tatuaży, bo zwlekam z 'może schudnę'
-mam rozstępy w tak młodym wieku
Czytając jeden z magazynów psychologicznych, natknęłam się na dość ciekawy artykuł, w którym napisali, że aby odnaleźć motywację, warto wypisać wszystkie minusy swojej wagi:
-źle się czuję ze swoim ciałem, nie lubię go
-jestem mniej pewna w towarzystwie
-czuję się nieatrakcyjna
-krępuje mnie dotyk, przytulanie, rozbieranie się przy kimś
-moja figura nie pasuje do mojego charakteru
-źle wyglądam w większości ubrań
-mam dużo za małych ciuchów z okresu kiedy byłam chuda
-bardziej się pocę
-jestem powolniejsza, gorzej radzę sobie ze sportem, który trenuję
-mieszkam kawałek od morza, ale nie chodzę na plażę, bo nie ubiorę stroju kąpielowego
-często łapią mnie "doły"
-nie mogę zrobić sobie tatuaży, bo zwlekam z 'może schudnę'
-mam rozstępy w tak młodym wieku
poniedziałek, 21 listopada 2011
moralność
Mieliście kiedyś tak, że musieliście dokonać wyboru: moje dobro kosztem innych, czy nieszczęście, ale uczciwość? Na pewno. Każdy staje przed takim wyborem wielokrotnie. Korzystając z anonimowości, bo wiadomo, w świetle dziennym do takich rzeczy nikt by się nie przyznał, powiem Wam, że niestety wybrałam swoje dobro. Jedyny plus jest taki, że mam wyrzuty sumienia. Tylko co mi po tym, jeśli one też kiedyś zanikną? Takie zachowania mogą się stać rutyną. Przecież nad empatią, czy wszelkim człowieczeństwem trzeba pracować. Inaczej ono zaniknie.
W takim układzie pozostaje pytanie: czym jest człowieczeństwo? Bo teoretycznie są to ludzkie cechy, zgodne z moralnością. Powiedziałabym nawet, że człowieczeństwo jest umiejętnością empatii. Tak więc czym jest moralność? To swojego rodzaju zasady, ustanawiające co jest dobre, a co złe. Tylko jak rozróżnić dobro od zła? Człowiek uczy się tego całe życie. Jest jeszcze jedno ważne pytanie: czyje dobro jest ważniejsze: moje czy czyjeś? Tutaj właśnie potrzebna jest empatia, która nakazuje czynić tak, jak sami chcieli byśmy, żeby ktoś postąpił. Sprawiedliwie, uczciwie.
Świat jednak sprawiedliwy nie jest. Chociaż takie podejście jest bardzo złe, ponieważ zmienić to można przez pojedyncze jednostki. Bo przecież gdyby było ich więcej, dużo więcej, to może świat stałby się uczciwy? Tylko czy to w ogóle możliwe?
Każdy człowiek ma jakieś cele w życiu. Tylko czy czasem ślepo próbując je osiągnąć nie zatracamy siebie, nie krzywdzimy innych? Czy to jest tego warte?
W takim układzie pozostaje pytanie: czym jest człowieczeństwo? Bo teoretycznie są to ludzkie cechy, zgodne z moralnością. Powiedziałabym nawet, że człowieczeństwo jest umiejętnością empatii. Tak więc czym jest moralność? To swojego rodzaju zasady, ustanawiające co jest dobre, a co złe. Tylko jak rozróżnić dobro od zła? Człowiek uczy się tego całe życie. Jest jeszcze jedno ważne pytanie: czyje dobro jest ważniejsze: moje czy czyjeś? Tutaj właśnie potrzebna jest empatia, która nakazuje czynić tak, jak sami chcieli byśmy, żeby ktoś postąpił. Sprawiedliwie, uczciwie.
Świat jednak sprawiedliwy nie jest. Chociaż takie podejście jest bardzo złe, ponieważ zmienić to można przez pojedyncze jednostki. Bo przecież gdyby było ich więcej, dużo więcej, to może świat stałby się uczciwy? Tylko czy to w ogóle możliwe?
Każdy człowiek ma jakieś cele w życiu. Tylko czy czasem ślepo próbując je osiągnąć nie zatracamy siebie, nie krzywdzimy innych? Czy to jest tego warte?
ambicje
Człowiek jest niezwykle skomplikowaną istotą. W zasadzie wszelkie nauki psychologiczne mogą go scharakteryzować jedynie na podstawie powtarzających się schematów zachowań. Psychika ludzka jest bardzo trudna do 'zinterpretowania'. Wszystkie wydarzenia w naszym życiu mają na nią wpływ i w każdej minucie naszego życia ona się zmienia i kształtuje. To właśnie tworzy nasze 'ja'. Tak sądzę.
Jakkolwiek nieskromnie to zabrzmi - uważam się za osobę bardzo inteligentną. Może się to wydawać trochę dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że nie zdałam i w zasadzie powtarzam rok. Jednak zrobiłam to z wyboru, ponieważ zupełnie ojebałam rok, nie uczyłam się, wagarowałam, przychodziłam pijana do szkoły. O losie, to brzmi zbyt patologicznie! Rozwiewając wszelkie wątpliwości - nie, nie pochodzę z takiej rodziny. Moi rodzice są przeciętni. Być może jedynie trochę nie zwracali na mnie uwagi i faworyzowali starszą siostrę, ale nie mogę też na nich bardzo narzekać - nikt nie jest idealny. Jednak, kończąc tę małą dygresję, ten krótki epizod (żeby nie używać słowa 'błąd', ponieważ nie uważam tak) wiele mnie nauczył. To niesamowite o ile zmieniło się całe moje podejście. Tylko trochę chce się rzec 'ze skrajności w skrajność', bo jak jeszcze rok temu nie wymagałam od siebie nic, tak w tym roku mam wręcz chore ambicje. Czuję, że mój organizm protestuje i domaga się więcej snu.
Chociaż paradoksalnie mimo moich wielkich ambicji jestem też nieprzeciętnie leniwa. Zestawienie tych dwóch cech jest bardzo kłopotliwe. Dziś, dzień przed dwoma znaczącymi testami nic nie umiem - nie przysiadłam do danego materiału ani przez chwilę. To nie oznacza, że przyjdę nieprzygotowana, po prostu dziś czeka mnie zapierdalanie ponad moje możliwości. Taka właśnie jestem.
niedziela, 20 listopada 2011
duma
Forma pamiętników w postaci kartki i długopisu w tej erze ewoluowała, stąd pewnie cała masa nieczytanych blogów takich jak ten. Chociaż osoby prowadzące takie blogi prawdopodobnie i tak nie mają na celu mieć ogromnej liczby odwiedzin, a raczej chcą po prostu wyrzucić z siebie zbędne myśli. Tak przypuszczam.
Ostatnimi czasy trochę się u mnie pozmieniało. Słowo 'ustatkowałam' średnio tu pasuje, zważywszy na mój wiek, ale nie wiem jakiego innego określenia użyć. W szkole odnoszę jako-tako sukcesy, może nie mam średniej 5.0, ale jak na standardy liceum i tak dobrze sobie radzę. W końcu mam zaufanych przyjaciół, chociaż czasami mam wrażenie, że nie do końca do nich pasuję. Myślę, że oni uważają, że nie traktuję ich poważnie, prawdopodobnie dlatego, że sama zachowuję swoisty dystans. Pewnie zdziwiliby się, gdyby dowiedzieli się, jak wiele w tym momencie dla mnie znaczą. Chociaż czuję, że nie do końca do nich pasuję - płeć jednak robi różnice. Aczkolwiek nie zmieniłabym ich za nic w świecie. Kocham ich takich, jakimi są. Pewnie nigdy się o tym nie dowiedzą, bo nie umiem być z nimi szczera. Czemu? Nie wiem, myślę, że to dlatego, że w razie gdyby mnie od siebie odsunęli, nie chcę, żeby myśleli, że mnie to w jakikolwiek sposób rani. Jebana duma.
Ostatnimi czasy trochę się u mnie pozmieniało. Słowo 'ustatkowałam' średnio tu pasuje, zważywszy na mój wiek, ale nie wiem jakiego innego określenia użyć. W szkole odnoszę jako-tako sukcesy, może nie mam średniej 5.0, ale jak na standardy liceum i tak dobrze sobie radzę. W końcu mam zaufanych przyjaciół, chociaż czasami mam wrażenie, że nie do końca do nich pasuję. Myślę, że oni uważają, że nie traktuję ich poważnie, prawdopodobnie dlatego, że sama zachowuję swoisty dystans. Pewnie zdziwiliby się, gdyby dowiedzieli się, jak wiele w tym momencie dla mnie znaczą. Chociaż czuję, że nie do końca do nich pasuję - płeć jednak robi różnice. Aczkolwiek nie zmieniłabym ich za nic w świecie. Kocham ich takich, jakimi są. Pewnie nigdy się o tym nie dowiedzą, bo nie umiem być z nimi szczera. Czemu? Nie wiem, myślę, że to dlatego, że w razie gdyby mnie od siebie odsunęli, nie chcę, żeby myśleli, że mnie to w jakikolwiek sposób rani. Jebana duma.
Subskrybuj:
Posty (Atom)