To okropne, jak bardzo ludzie potrafią być ograniczeni. Społeczeństwo ustanawia pewne kanony zachowań akceptowanych i ściśle musimy się ich trzymać, nawet jeżeli zaprzeczamy samym sobie. Ludzie nie są w stanie myśleć samodzielnie i oceniać co według ich prywatnej opinii jest dobre lub złe, białe lub czarne. Nieważne jak wiele kolorów jeszcze istnieje. Jak różnie możemy je postrzegać.
Ludzie zmieniają się na siłę, żeby przypasować się innym. Łamiąc te kanony jesteśmy przygotowani na pełny brak akceptacji ze strony większości, ale wydawałoby się, że mimo to są ludzie - przyjaciele - którzy są w stanie to zaakceptować. Wydawałoby się. Niestety tak nie jest. Czuję się trochę, jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody, albo przyłożył mi w twarz. To takie nieprzyjemne uczucie, bo za każdym razem, kiedy już myślę, że jestem szczęśliwa, okazuję się jak bardzo samotna w moim małym światku jestem. Czy ja pokładam za dużą wiarę w ludzi?
Ostatnio doszłam do takiego wniosku, że gdzieś tam wewnątrz mnie mała Kamila błaga, by ktoś ją wyciągnął z tego bagna. Za każdym razem, kiedy już wydawałoby się, że ktoś wyciąga do niej dłoń, w pewnym momencie puszcza ją z impetem i Kamila po raz kolejny tam wpada. Teraz za każdym razem ma coraz mniej zaufania do ludzi, coraz trudniej jest jej uwierzyć, że ktokolwiek ma dobre intencje.
Tydzień brutalnej prawdy, nie mam przyjaciół? Nie traktują mnie jak przyjaciela?
Tylko czy to nie przypadkiem przeze mnie, przez to, że za wszelką cenę nie chcę, żeby wiedzieli, jak bardzo się do nich przywiązałam? Żeby w momencie w którym mnie 'rzucą' nie wiedzieli jak bardzo mnie zranili? Może jednak nie planują tego zrobić? Czy takim brakiem zaufania nie krzywdzę siebie jeszcze bardziej?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz